Dlaczego założyłem kindred...

artykuły do dyskusji i przemyśleń

Dlaczego założyłem kindred...

Postprzez Ulf » wtorek, 29 marca 2011, 08:51

Mark Ludwig Stinson
Jotun’s Bane Kindred
Temple of Our Heathen Gods
Tłumaczenie: Vrede


Być może dopiero zaczynasz się interesować pogaństwem nordyckim i nie miałeś jeszcze okazji spotkać innych pogan. A może podążasz tą ścieżką od dawna i próbowałeś w przeszłości założyć własny kindred, jednak twoje wysiłki poszły na marne. Jeżeli naprawdę chcesz go zbudować, to musisz sam sobie jasno opowiedzieć na pytanie, dlaczego chcesz to zrobić? Tworzenie grupy da Ci ogromną satysfakcję, jednak wymaga również sporo pracy oraz sprostania wielu wyzwaniom. Jeżeli wierzysz w to co robisz, to Twoja pewność siebie pomoże Ci to osiągnąć. Powinieneś być zdecydowany, konsekwentny i zarażać innych swoim zapałem. W trakcie procesu budowania własnego kindredu będziesz kontaktował się i spotykał z różnymi poganami, którzy zostaną przyciągnięci przez twoją wizję i cel. Przyjrzyjmy się więc wartościom jakie niesie za sobą asatryjski kindred.

Asatru to religia społeczna
Pogaństwo nordyckie koncentruje się na naszych bogach, przodkach i duchach. Ale dotyczy również rodziny, wspólnoty i ludzi. Kiedy mówię “wspólnota” to nie mam na myśli obcych osób, które przypadkiem mieszkają w pobliżu nas. Mam na myśli “wspólnotę pogańską” z twojego regionu, w której zawierają się pojedynczy poganie, jak również całe kindredy, ogniska czy organizacje. Dzięki wzajemnej współpracy taka wspólnota rośnie w siłę a każdy jej członek czerpie z tego korzyści. Bycie częścią grupy, a nie samotną jednostką, ma i tę zaletę, że twoje szczęście (hamingja) oraz zdolności stają się czymś więcej, niż tylko sumą twoich indywidualnych wysiłków. W grupie mieszają się nici Wyrd, rozwija się wspólne powodzenie i dobra reputacja (gefrain). Zgrupowana społeczność staje się silnikiem napędzającym do wspólnego działania, dzięki któremu może osiągnąć więcej niż byłby w stanie uzyskać pojedynczy człowiek. Wynika to z prostego faktu, iż lepsze rezultaty otrzymujemy, kiedy mamy za sobą wparcie i pomoc grupy.


Obrazek

Pogaństwo przez internet - to nie pogaństwo
Istnieje wielu pogan, którzy spędzają więcej czasu na forach internetowych i portalach społecznościowych niż na próbach spotkania się z innymi poganami twarzą w twarz. Problem w tym, że “prawdziwego pogaństwa” nie zaznasz on-line. Pogaństwo nordyckie to społeczność i wspólne spotkania: uścisk dłoni, patrzenie prosto w oczy, słuchanie i opowiadanie historii, wzajemne poznawanie się. To okazja, by nasze dzieci mogły wspólnie się bawić, a małżonkowie i partnerzy poznać. To śmianie się z głupich dowcipów i opowiadanie historyjek z życia. To również wzajemna nauka, porównywanie doświadczeń oraz osiągnięć. To przeplatanie się Wyrd... przekonanie się na żywo kim są nasi znajomi i co sobą reprezentują.
Wszechobecny internet i łatwy dostęp do licznych grup dyskusyjnych oraz portali społecznościowych powoduje, że część ludzi wybiera “wirtualne pogaństwo”. Ale ludzie w sieci to tylko piksele na monitorze. Rozmowom brakuje naturalności, klimatu. Nie słyszymy tonu głosu drugiej osoby, brakuje kontaktu wzrokowego. Nie wiemy kim naprawdę jest nasz rozmówca, znamy wyłącznie jego internetową osobowość. “Wirtualne pogaństwo” zwyczajnie nie jest pogaństwem. To zmagania z trollami, spotkania z czymś nieprawdziwym, sztucznym i zwodnicznym. To szerzenie się bezsensownych konfliktów sieciowych. I nie ma to zbyt wiele wspólnego z wzrastaniem zdrowej i tętniącej życiem grupy pogan. Powiększa się w ten sposób jedynie liczbę ludzi siedzących przed komputerami i gapiących się w monitory.
Internet jest świetnym narzędziem, z którego warto korzystać przy pracy oraz rozpowszechnianiu informacji, ale nie do uprawiania pogaństwa. Co tak naprawdę może osiągnąć wirtualny asatryjczyk? Co właściwie powstaje dzięki tym długim debatom lub sprzeczkom? Internet to rewelacyjny sposób by wymienić informacje i odnaleźć podobnych nam pogan. Ale sam w sobie nie jest metodą na oddawanie czci naszym bogom. Nie jest też drogą dzięki której możemy rozwijać się jako Asatru. Nie tak praktykujemy i nie tak żyjemy.

Samotny, bo nie masz innego wyjścia?
Cóż, prawdą jest, że niektórzy ludzie to skrajni introwertycy, którzy czują dyskomfort przebywając w grupie. Ale to skłonność, z którą można sobie poradzić i ją przezwyciężyć. Bycie samotnym ogranicza. Do pewnego stopnia można uczyć się na własną rękę i nawet czynić w tym postępy, ale później pojawia się bariera nie do przeskoczenia w pojedynkę.
Zrozumiałe jest, że część z nas nie jest w stanie znaleźć w swojej okolicy innych asatryjczyków, w związku z czym nie ma innego wyjścia - musi praktykować i zdobywać wiedzę samotnie. Ale taka osoba powinna starać się przez cały czas aktywnie szukać ludzi, z którymi mogłaby współpracować. Natomiast zdecydowanie się na pozostanie samotnym asatryjczykiem ma negatywny wpływ zarówno na jednostkę, która takiego wyboru dokonuje jak i na większość społeczności pogańskiej. Zalety bycia aktywną częścią grupy pogan, kindredu, stowarzyszenia czy wspólnoty są tak oczywiste, że sam pomysł podjęcia decyzji o pozostaniu samotnym jest kompletnie niezrozumiały.
Rozwijanie się w grupie pogan przynosi ogromne korzyści poszczególnym jednostkom oraz całej wspólnocie. Stowarzyszanie się, spotykanie, uczenie i świętowanie razem z innymi poganami ułatwia naukę i rozwija. Możesz porównać swoje poglądy z innymi, odbyć rozmowę twarzą w twarz, udzielać się towarzysko w środowisku asatryjskim.
Utrzymywanie dobrych stosunków z innymi poganami, pomaganie sobie nawzajem oraz tworzenie własnych, lokalnych zwyczajów jest pouczające i przynosi dużo satysfakcji. Wszystko to, co dobrze wygląda na papierze, w książce, czy na forum internetowym może się okazać całkiem inne “w praniu”.
Zbiorowa hamingja grupy prawdziwych pogan to znacznie więcej niż suma poszczególnych, jednostkowych “szczęść”. Silna grupa, dzięki takiemu powodzeniu, może osiągnąć prawie wszystko, jeżeli solidnie pracuje nad osiągnięciem swoich celów. Nawet mała grupka asatryjczyków wspólnie może osiągnąć zdumiewające rezultaty.

    Nic nie przebije świadomości tego, że masz za sobą wsparcie całego kindredu.
    Nic nie przebije możliwości obserwowania, jak twoje dzieci bawią się wspólnie z innymi małymi poganami.
    Nic nie przebije wspólnych zlotów, wycieczek czy spotkań w domu połączonych z warsztatami (np. warzenie miodu, ozdabianie rogów czy inne rękodzieło) w grupie ludzi podobnie myślących.
    Nic nie przebije regularnych spotkań, na których możesz podyskutowac na temat mitologii i historii.
    Nic nie przebije posiadania przyjaciół, którzy potrafią docenić to, co im dajesz i znają wartość gościnności.
    Nic nie przebije wspólnych spotkań w gronie tych przyjaciół i twoich najbliższych, oraz wspólnego czczenia bogów.
    Nic nie przebije zorganizowania razem z innymi poganami symbel, mieszania się nici naszych Wyrd. Wznoszenia rogu za bogów, bohaterów i przodków. Pochwalenia się własnymi osiągnięciami i złożenia publicznej przysięgi związanej z realizowaniem kolejnych celów, nad którymi masz zamiar ciężko pracować.
    Nic nie przebije tego, że twoje dzieci dorastać będą wiedząc i widząc, że są inni ludzie, którzy wierzą w ciebie i że nie jesteś jedynym, który pozostaje wierny dawnym tradycjom.
    Nic nie przebije kontaktu z nowymi poganami, którym pomagasz odnaleźć drogę do wiary naszych przodków.
    Nic nie przebije porównywania nowo zdobytej wiedzy albo stworzonego samodzielnie rękodzieła (prace w drewnie, metalu itd.), czy też uczenia się tego od innych członków twojego kindredu.
    Nic nie przebije układania wspólnych planów, które wiele znaczą dla pogaństwa w twoim regionie i wspólnej pracy nad tym, aby wasze cele się ziściły.

W momencie, kiedy to czytasz jacyś samotni poganie ciężko pracują nad tym, by zebrać grupę w swojej okolicy. Nie poddają się i nigdy nie porzucą pomysłu założenia i rozwijania społeczności pogańskiej na swoim terenie. Nawet jeśli stanowić ją miałyby tylko dwie osoby. Inni samotni poganie, którzy nie znaleźli do tej pory współwyznawców w okolicy, jeżdżą na regionalne lub ogólnokrajowe zloty asatryjskie i w ten sposób mogą doświadczyć kontaktu z innymi na żywo. A w między czasie nadal starają się uformować jakąś grupę lokalną.
Jeżeli jesteś samotnym asatryjczykiem i czytasz moje słowa - pomyśl o możliwościach. Pozwól by w twoim umyśle zakiełkował pomysł bycia aktywnym i zdaj sobie sprawę z czystych korzyści płynących z tego, że tworzysz i rozwijasz grupę pogańską w swojej okolicy.
Jeśli Ty tego nie zrobisz, to kto?


Powyższy artykuł, jak i wiele innych związanych z Asatru znajdziesz w książce Heathen Gods.
Do ściągnięcia tutaj: http://www.heathengods.com/library/book
Ulf
 

Re: Dlaczego założyłem kindred...

Postprzez Vrede » wtorek, 29 marca 2011, 11:40

Im więcej myślę nad tym tekstem tym bardziej uderza mnie jego amerykańskie keep smiling i koncentrowanie się na pozytywach. Nie chcę tu wyjść na zrzędzącego Polaczka, ale jednak realia nie są aż tak różowe, jak w opowieści Marka ;-) Kiedy sobie podsumowałam ostatni rok to widzę, jak wiele pracy, czasu i energii pochłania organizowanie tego wszystkiego: zarówno platformy wymiany informacji w sieci (makabryczny pożeracz czasu) jak i organizowanie spotkań lokalnych czy ogólnopolskich.
Nie można też zakładać, ze wszyscy ludzie z którymi będziemy coś robić, okażą się w przyszłości niezawodnymi przyjaciółmi. Ludzie, to tylko ludzie, bez względu na to, czy poganie czy nie. (Jako poganka stawiam sobie i swoim "braciom i siostrom w wierze" o wiele wyższe wymagania niż "normalnym" osobnikom, więc może i dlatego za bardzo rozczarowują mnie czasami te niektóre, ludzkie zachowania).
Na pewno warto postępować zgodnie z zaleceniami Stinsona, to przynosi efekty i korzyści dla całej grupy. Ale warto też spojrzeć na to realnie, przyziemnie. W Polsce rekonstrukcja jest jeszcze małorozpowszechniona. Nie możemy się porównywać z tym, co już dzieje się w Stanach. Minie jeszcze pare dobrych lat zanim każdy z nas będzie mógł się nacieszyć tym, że jego dzieci bawią się z innymi poganiątkami :> Tak samo jak musi minąć parę lat, żeby mieć pewność, że ludzie których chcemy mieć w kindredzie są właśnie TYMI ludźmi. Zjeść beczkę soli, wypić jeziorko miodu. Być może za parę lat, będę mogła się tak pozytywnie nakręcać jak obecnie Stinson, ale na tym etapie widzę, że jeszcze więcej przede mną niż za mną :>
Świadomość tego, że rozkręcanie grupy, spotkań itd to ogrom pracy jest bardzo ważna. Nie po to, żeby powstrzymywać czyjś zapał, a właśnie po to, żeby go podtrzymać. Mam nadzieję, że każdy kto się zainspiruje Stinsonem i zacznie działać, będzie to robił konsekwentnie i nie da się zrazić przeszkodami, które na pewno na swojej drodze napotka.
Innymi słowy - nakręcajmy się, ale nie idealizujmy.
Avatar użytkownika
Vrede
 
Posty: 932
Dołączył(a): czwartek, 10 marca 2011, 21:56
Lokalizacja: Wrocław i Oslo

Re: Dlaczego założyłem kindred...

Postprzez Szerszen » wtorek, 29 marca 2011, 11:59

Zgadzam się z Vrede, dlatego ja się koncentruję na najbliższej rodzinie. Jest w tym pewien sukces, bo wiem że mogę liczyć na moją żonę... a Ona na mnie, nasze dzieci też wiedzą, że mogą na nas liczyć. Jest w tym też pewien minus - nie mam czasu, sprostując obowiązkom rodzinnym, na jakiekolwiek organizowanie czegoś szerzej (może i dobrze hehehehe KozioU ma co robić).
Skalat maðr rúnar rista, nema ráða vel kunni
Avatar użytkownika
Szerszen
 
Posty: 1234
Dołączył(a): środa, 9 marca 2011, 07:31
Lokalizacja: Warszawa

Re: Dlaczego założyłem kindred...

Postprzez KozioU » wtorek, 29 marca 2011, 12:29

Masz rację Vrede. Dla mnie kindred to cholernie poważna sprawa, coś jak adoptowana rodzina, więc trzeba czasu aby się poznać zanim zdecyduje się na przyjęcie takiego zobowiązania wobec innej osoby. A praca nad tworzeniem podwalin dla naszego małego pogańskiego światka jest ciężka, ale daje dużo satysfakcji!
A furore Normanorum libera nos, O Domine!
Avatar użytkownika
KozioU
 
Posty: 1338
Dołączył(a): środa, 9 marca 2011, 00:54
Lokalizacja: Warszawa

Re: Dlaczego założyłem kindred...

Postprzez Ulf » wtorek, 29 marca 2011, 12:38

Wiec podwalajmy podwaliny ;) czerpiac z bogatej przeszlosci i szykujac rownie bogata przyszlosc. Kundelki niech szczekaja, przyklaskiwacze przyklaskuja, potakiwacze potakuja - a my, robmy swoje nie ogladajac sie na innych. Na tym co stworzymy dzisiaj, bedzie zbudowane jutro, a wiec dbajmy o to by fundamenty byly mocne...
Innymi slowy... troche ortodoksji jeszcze nikomu nie zaszkodzilo :mrgreen:
Ulf
 

Re: Dlaczego założyłem kindred...

Postprzez KozioU » wtorek, 29 marca 2011, 12:49

To poza obrządkiem posoborowym i obrządkiem trydenckim mamy teraz jeszcze w Asatru wschodni obrządek ortodoksyjny? :D No rozwijamy się! Jest może z 10 osób, a już trzy sekty!
A furore Normanorum libera nos, O Domine!
Avatar użytkownika
KozioU
 
Posty: 1338
Dołączył(a): środa, 9 marca 2011, 00:54
Lokalizacja: Warszawa

Re: Dlaczego założyłem kindred...

Postprzez Ulf » wtorek, 29 marca 2011, 12:57

No ba! Dzis nalezy do nas to forum - jutro caly swiat :D :D :D
Ulf
 

Re: Dlaczego założyłem kindred...

Postprzez Wotan » wtorek, 29 marca 2011, 22:51

No cóż moje marzenie zaraz po chwalebnej śmierci :>
Avatar użytkownika
Wotan
 
Posty: 228
Dołączył(a): środa, 9 marca 2011, 00:37

Re: Dlaczego założyłem kindred...

Postprzez KozioU » wtorek, 29 marca 2011, 22:59

Spróbuj jednak odwrócić kolejność i założyć kindred przed śmiercią...
A furore Normanorum libera nos, O Domine!
Avatar użytkownika
KozioU
 
Posty: 1338
Dołączył(a): środa, 9 marca 2011, 00:54
Lokalizacja: Warszawa

Re: Dlaczego założyłem kindred...

Postprzez Ulf » wtorek, 29 marca 2011, 23:51

KozioooooUUUUUUU.... :D :D :D
Ulf
 

Następna strona

Powrót do Asatryjskie teksty

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron