Wierność

Re: Wierność

Postprzez Szerszen » sobota, 29 czerwca 2013, 06:08

Leśna napisał(a):Osobiście uwielbiam wolność i indywidualizm, ale sądzę, że sute zakropienie tych idei polityką i rynkiem robi z wielu ludzi istoty okaleczone, bo pozbawione poczucia odpowiedzialności za innych. A bez tego gdzie znajdziesz honor?


W sobie.

A odnośnie późniejszej dyskusji, naprawdę uważacie, że w imię nowonabytej wiary i zasad należy (bo większość z Was to przechrzty, nie wyłączając mnie) należy za wszelką cenę robić stadu wbrew i srać za przeproszeniem we własne gniazdo?

Sprawdziłem na własnym przykładzie - ani chrzest ani komunia ani bierzmowanie nie blokują żadnych wyimaginowanych czakr / piątego oka / przepływów energii. Mógłbym być zarówno zajebistym ezoterykiem jak i chrześcijaninem - jestem poganinem z własnego, nieprzymuszonego wyboru. Moje dzieci (w komplecie ochrzczone) - jedno już po komunii (swoją drogą samo wybiera etykę o ile będzie w nowej szkole), znają obie ścieżki (zresztą wcale nie różniące się od siebie tak bardzo pod kątem zasad - znacznie bardziej różnią się pod kątem relacji z bogami. Uważam, że dzięki temu są dobrze osadzone w otaczającym je dziś świecie.
Owszem, wkładam dużo pracy w tępienie prania mózgu jakie potrafią uskutecznić zarówno babcie jak i katecheci, ale tzw. nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu - niczym by się dla mnie nie różniło to od "babci poganki" klepiącej wnuczkowi, że jedynie jej wiara w starych bogów jest słuszna a ci wredni chrześcijanie to są źli bo nam popalili 1000 lat temu chramy. Równie wiele pracy wkładam zresztą w naukę poszanowania dla inności.
Moi rodzice wiedzą, że zmieniłem wiarę... i nie przeszkadza mi ona (sic!) w zawiezieniu raz na jakiś czas ojca na wózku na mszę, a przez to biorę udział (nawet jeśli bierny) w obrzędach obcej religii.
Moja żona wierzy inaczej niż ja i co??? - Powinienem się rozwieść? - Bo tak wynika z Waszych słów.

To co... postępuję honorowo czy nie?
Co Was za przeproszeniem sroki obchodzi jak kto czuje właściwe postępowanie i w jakich relacjach pozostaje z własną rodziną - to jest jego sprawa i jego wybory. Oceniając czyjeś postępowanie względem innych osób, a zwłaszcza względem wewnętrznej rodziny, gdzie układy relacji są zazwyczaj skomplikowane nie jesteście lepsze od przysłowiowych starych bab pod kościołem, zaglądających wszystkim do łóżka i komentujących, że "ta ma za krótką spódniczkę" a "ta za duży dekolt". Macie prawo ocenić relacje miedzy Wami a tą osobą. Ew. doradzić, zapytane. To wszystko.

Jeśli zmarła babcia jest na tyle autorytetem aby jej życzenia i zasady dalej spełniać, to znaczy że w danej rodzinie jest silny kult przodka. Przypomnę - jest to jeden z istotnych elementów również naszej wiary. Mają prawo te zasady uszanować i postąpić z własnym wyborem. Nawet jeśli wierzą inaczej.
Skalat maðr rúnar rista, nema ráða vel kunni
Avatar użytkownika
Szerszen
 
Posty: 1234
Dołączył(a): środa, 9 marca 2011, 07:31
Lokalizacja: Warszawa

Re: Wierność

Postprzez Thordis » sobota, 29 czerwca 2013, 08:19

Szerszeniu. Po pierwsze - Satu zadała pytanie, więc bynajmniej żadna z nas się niepytana z ocenianiem nie wyrwała.
Po drugie - tak jak Ty masz prawo wstrzymywać się od sądów o zachowaniach, postawach i czynach innych ludzi (odróżniajmy od sądów o ludziach!), ja mam prawo osądzić hipotetyczny cudzy czyn (bo jako taki został przedstawiony) i postawę według własnych zasad i własnego sposobu myślenia. Nie jestem relatywistką moralną i nie mam najmniejszego zamiaru udawać, że jestem. Nie czuję się w obowiązku tolerować i akceptować każdej postawy, zachowania i czynu. Albo udawać, że mi się podoba, bo wszechtolerancja jest poprawna politycznie, modna i fajna. I nie, nie zjem tej osoby, jeżeli ją kiedyś spotkam, bo to co robi, to jej sprawa. Nijak to się ma do jakiegokolwiek planowanego zachowania "w reakcji" - wyraziłam luźny pogląd, nie związany z żadnym żywym człowiekiem, i nic ponad to. Ale zapytana wyraźnie o ocenę postawy - wyrażam ją, taką jaka jest. A ja takich postaw nie popieram i nie zacznę popierać, bo mnie ktoś wyzwie dewotką i babcią pod kościołem. Nie mam na tym punkcie kompleksu, to porównanie mnie nie boli, nie działa na mnie, bo nie muszę nikomu udowadniać jak bardzo jestem niechrześcijańska ;P Reasumując: mam prawo sądzić czyny według własnej hierarchii wartości i zasad - bo jestem wolnym, myślącym człowiekiem i jeżeli nie czuję potrzeby i nie chcę, do żadnego relatywizmu dostosowywać się nie muszę. Mam prawo oceniać, mam prawo nie tolerować, nie akceptować, uważać za niesłuszne albo kiepskie i o tym mówić, szczególnie, gdy pada o to pytanie. Jedyne, do czego nie mam prawa, to wtrącać się w życie innych ludzi. A tutaj nikomu do łóżka nie zajrzałam - padło pytanie, padła subiektywna odpowiedź. Akcja ---> reakcja, nic poza tym. Odróżniaj, proszę, danie subiektywnej odpowiedzi na jasno sformułowane pytanie, od wtrącania się w cudze życie.

Faktem jest także, że inaczej podchodzi się do oceniania obcych ludzi czy spraw hipotetycznych, a inaczej do oceniania bliskich. Nikt nie jest właściwym i obiektywnym sędziom dla własnych bliskich. Za to obcych ludzi ocenia się zwykle sucho, według zasad, typu "prawo mówi, że kradł, więc jest złodziejem". Bo nie masz do takiej osoby stosunku emocjonalnego, nie masz też więzi czy zależności, więc w zasadzie nie masz powodów, by szukać okoliczności łagodzących, jeżeli nie widać ich w przedstawionym ci problemie. Wobec obcych zwykle jest się suchym, bezemocjonalnym i rzeczowym.

A odnosząc się do Twojego przykładu własnego. To NIE jest ta sama sytuacja, jak ta, którą przedstawiła Satu. Z dwóch powodów.

1. Twoja żona, z tego co zrozumiałam, jest chrześcijanką. Więc jedno z rodziców chrzci dzieci "z sensem", jedno z rodziców w to wierzy i nie przysięga z góry wiedząc, że robi to "na odwal się" i i tak g... z tego będzie stosować. A jeżeli dzieci są wychowywane przez dwoje rodziców, to każde z nich ma prawo o ich losie i wychowaniu decydować. A przy różnicy poglądów między małżonkami idzie się na kompromisy. Na jakie idziecie Wy - to jest wyłącznie Wasza sprawa i nikomu nic do tego.
Zauważ, że tu była mowa o sytuacji, w której zakładamy, że żadne z rodziców ani osób zamieszanych (hipotetyczna matka chrzestna) nie jest chrześcijaninem, a na chrzcie dziecka zależy wyłącznie zmarłej babci matki dziecka. Ja widzę różnicę. Ty serio jej nie widzisz?

2. Czy Ty cokolwiek przysięgałeś, czy Twoja żona? Bo fakt, że pozwoliłeś żonie ochrzcić dzieci według jej wiary to nic niehonorowego. Wożenie ojca na mszę - też. Sama bywam na mszach, gdy zostaję na nie zaproszona (np. śluby, pogrzeby, uroczystości itp.) i nie mam problemu z tym, żeby grzeczne stanie z boku, kulturalne zachowanie na takiej mszy i okazanie szacunku cudzemu sacrum.

Natomiast tu nie rozmawiamy ani o tym, ani o żadnych piątych oczach i czakrach. Rozmawiamy o przysięgach. I, sorki, ale do tego, że przysięga może nie być niczym ważnym ani wiążącym, mnie nie przekonasz.

Na czym polega chrzest dzieci? Na tym, że chrzczący dziecko rodzice składają przysięgę. Niechrześcijańscy rodzice wiedzą z góry, że jej nie dotrzymają i podchodzą do niej lekko, jakby to wcale nie była przysięga, tylko ot takie pogadanie dla świętego spokoju. To nie jest przysięga? Nie obowiązuje i nie trzeba się jej trzymać? Tyłek sobie nią można podetrzeć? Dlaczego? I co w związku z tym? Zapytam po Twojemu: honorowe, czy nie?
I serio, o nic innego tu nie chodzi. Reszta to już Twoje wyimaginowane argumenty. Dla mnie sprawa jest prosta - przysięga to przysięga. Są granice relatywizmu moralnego. I to nawet nie jest kwestia wiary, religii, relacji czy czegokolwiek innego. To kwestia elementarnych zasad etycznych.
Thordis
 
Posty: 1155
Dołączył(a): sobota, 7 maja 2011, 11:43
Lokalizacja: Gdynia

Re: Wierność

Postprzez Szerszen » poniedziałek, 1 lipca 2013, 06:31

Z tego, co wiem to KRK życzy sobie aby nawet jeśli rodzice biologiczni nie spełniają Jego wymogów (jak było to w moim wypadku), to przynajmniej rodzice chrzestni je spełniali, bo to oni (teoretycznie) w zastępstwie rodziców biologicznych biorą na swoje barki odpowiedzialność za wychowanie dziecka w wierze.

O ile na tym etapie nie dojdzie do zafałszowania, to dalej wszystko jest proste.
Wilk będize syty i babcia cnoty nie straci.
Skalat maðr rúnar rista, nema ráða vel kunni
Avatar użytkownika
Szerszen
 
Posty: 1234
Dołączył(a): środa, 9 marca 2011, 07:31
Lokalizacja: Warszawa

Re: Wierność

Postprzez anmoderi » sobota, 2 maja 2015, 03:54

Dla mnie wierność to wierność swoim ideałom staranie się dotrzymywanie obietnic i przysiąg różnego rodzaju a także bycie wiernym co niektórym ludziom.
anmoderi
 
Posty: 4
Dołączył(a): poniedziałek, 27 kwietnia 2015, 14:00

Poprzednia strona

Powrót do Etyka

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron